Porównanie ofert

Dlaczego warto trenować umiejętność niezgadzania się z innymi?

Wydaje mi się, że nigdy nie należałem do osób, które byłyby specjalnie lubiane – moi znajomi mogliby pewnie powiedzieć na ten temat znacznie więcej, niż ja. Dotyczy to właściwie każdego etapu edukacyjnego przez jaki przeszedłem.

Od szkoły podstawowej, do końca szkoły średniej bardzo mocno zabiegałem o to, aby zyskać sympatię swoich rówieśników. Chciałem czuć, że jestem akceptowany i nikt nie ma mi nic do zarzucenia. Chciałem czuć, że jestem częścią grupy społecznej, czegoś większego niż ja sam i mieć dwustuprocentową pewność, że każdy wyraża się o mnie w samych superlatywach.

Pod koniec szkoły średniej zacząłem zdawać sobie sprawę, że to droga prowadząca donikąd. Wtedy też rozpoczął się mój osobisty proces wewnętrznej transformacji mentalno-duchowo-fizycznej, który będzie trwał prawdopodobnie do mojej śmierci.

Nie chcę pisać dzisiaj o procesie swojego rozwoju – to temat na książkę. Chcę napisać o pewnym nieodłącznym aspekcie tego procesu, który pozwolił mi zrzucić kajdany społecznego zniewolenia, w jakie każdy z nas (świadomie bądź nie) jest na pewnym poziomie uwikłany. Chodzi o głęboko zakorzeniony instynkt stadny, który każe nam podążać za tłumem.

Inny niż wszyscy

Tak, jak w szkole podstawowej, gimnazjum oraz szkole średniej zabiegałem o względy swoich rówieśników – często bezskutecznie – tak na etapie studiów zacząłem mieć głęboko w nosie, jak postrzegają mnie inni.

Właściwie, to nie do końca tak to wyglądało. Powinienem raczej napisać, że starałem się mieć głęboko w nosie to, jak postrzegają mnie inni. Robiłem to, co uważałem za słuszne nawet jeżeli kłóciło się to z powszechnie panującymi w danej grupie społecznej normami i nawet jeżeli miałem odczuwać z tego powodu wewnętrzny dyskomfort związany z brakiem akceptacji ze strony swoich rówieśników.

Wyróżnianie się od innych nie zawsze jest fajne. Dotyczy to szczególnie osób, które potrzebują akceptacji z zewnątrz, by czuć się dobrze. Taka osoba może wiedzieć na świadomym poziomie, że uzależnianie poczucia własnej wartości od tego, co myślą na nasz temat inni jest bezsensu. Mimo to, jakiś wewnętrzny kompas każe jej podążać za tłumem, aby przypadkiem nie wypaść z owczego stada.

To niesamowicie potężny mechanizm psychologiczny, który jest zakorzeniony w każdym z nas. Jedni potrafią radzić sobie z nim lepiej, inni gorzej. Od czego jest to zależne? Moim zdaniem od tego, jak zostaliśmy uwarunkowani na wczesnych etapach życia.

Dziecko, któremu od małego daje się do zrozumienia, że posiadanie własnego zdania, sprzecznego z tym co powszechne, jest OK, w przyszłości będzie miało z pewnością mniejsze problemy, by kwestionować społeczny status quo. Będzie bardziej skłonne podążać za własną ciekawością nawet w sytuacji, gdy koszt obranej drogi będzie okupiony wykluczeniem z grupy. Osoba taka w wieku dorosłym będzie rozumiała, że wykluczenie z grupy nie jest tożsame z wykluczeniem z gry. Wręcz przeciwnie. Wiąże się to ze stworzeniem własnej gry, opartej na własnych zasadach.

Sytuacja może przedstawiać się zgoła odmiennie w przypadku dziecka, które wywodzi się z rodziny alkoholowej. Dziecko żyjące w takim środowisku, zamiast skupiać się i uczyć na temat mechanizmów funkcjonowania społeczeństwa, musi walczyć o przetrwanie w destrukcyjnym środowisku, co sprawia, że wchodzi w dorosłe życie z potężnym deficytem. Nie ma zielonego pojęcia, co jest dobre, a co złe. Co warto podważyć, a co zakwestionować. Z kim wejść w relację, a kogo lepiej omijać. Dorosłe dziecko, które uczy się od zera, jak żyć.

Trening inności

Na początku dosyć dużą trudność sprawiało mi podejmowanie innych decyzji niż wszyscy. Pomocne okazało się w tym trochę moje ego które lubi, kiedy jest na świeczniku. Lubi wyróżniać się od innych i działać w sposób niekonwencjonalny.

Często odnosiłem wrażenie, że byłem postrzegany jako pewnego rodzaju dziwak, który działa inaczej tylko po to, aby działać inaczej niż wszyscy. I w pewnym sensie tak właśnie było. Celowo działałem inaczej niż wszyscy. Nie widziałem bowiem sensu podążać za wszystkimi. Podczas podejmowania odmiennych decyzji zawsze przyświecała mi w głowie pewna myśl: działając tak, jak wszyscy, otrzymasz rezultaty takiej, jak wszyscy – czyli przeciętne.

Postępowanie inaczej od wszystkich jest trudne. Nawet dzisiaj sprawia mi ono lekki trud. Trzeba jednak przyznać, że jest znacznie łatwiejsze niż w momencie, kiedy rozpoczynałem studia. Wtedy trudność była ogromna. Dzisiaj mogę natomiast stwierdzić, że systematyczny trening kwestionowania tego, co popularne sprawił, że przychodzi mi to dużo, dużo łatwiej.

Outsiderem być

Kiedy byłem studentem fizjoterapii, to na trzecim roku – chyba na trzecim – dostaliśmy możliwość wyboru przedmiotu, na który chcielibyśmy uczęszczać. Z tego co pamiętam, mieliśmy dokonać wyboru spośród dwóch przedmiotów.

Ustawiliśmy się więc w kolejce, aby podpisać się pod wybranym przez siebie przedmiotem. Kiedy przyszła moja kolej zauważyłem, że w rubryce po lewej stronie widniało już mnóstwo nazwisk. W tym samym momencie odezwał się mój instynkt stadny, który głośno krzyczał: Adrian! Wpisz się tam, gdzie wszyscy inni! Nie bądź idiotą! Nie bądź dziwakiem!

W tym samym momencie zadałem sobie następujące pytanie: Adrian, który z tych dwóch przedmiotów jest twoim zdaniem bardziej ciekawy i być może więcej z niego wyniesiesz dla siebie?

Po zadaniu sobie tego pytania sytuacja się oczyściła. Zdałem sobie sprawę, że drugi przedmiot wydał mi się bardziej ciekawy. Skłamałbym gdybym napisał, że nie pomogło mi w tym trochę także moje ego, któremu schlebiała sytuacja, gdzie moje nazwisko widnieje jako jedno z nielicznych na liście obok. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale mam w sobie pewnego rodzaju pociąg do tego, aby się wyróżniać.

Pamiętam, jak mój nieżyjący już znajomy podszedł wtedy do mnie i powiedział coś w stylu: Adrian! Czy ty celowo podejmujesz decyzje inne niż wszyscy? Kiedy z jego ust padło to pytanie, poczułem dumę. Nie pamiętam, co mu odpowiedziałem. Kiedy patrzę na tamte wydarzenia z dzisiejszej perspektywy, to zauważam że podjęta wtedy decyzja była podyktowana w głównej mierze tym, czego w danym momencie naprawdę pragnąłem. To nie był jedynie akt głupiego buntu, czy akt podążania za pragnieniami ego. Tamten przedmiot wydawał mi się naprawdę ciekawszy.

Chcemy robić coś, a robimy coś innego

W stadnym działaniu zostało ukryte ogromne niebezpieczeństwo. Działając tak, jak wszyscy, narażamy się na to, że przestaniemy w końcu robić to, co MY naprawdę chcielibyśmy robić. Istnieje nawet jeszcze gorsze niebezpieczeństwo. Działając notorycznie tak, jak wszyscy, możemy w końcu całkowicie zatracić umiejętność dostrzegania własnych preferencji. A to już stan, który prowadzi do egzystencji opartej na społecznej wegetacji za życia – ciało żyje, duch jest martwy. Stajemy się ludzkim warzywem, które robi posłusznie to, co wszyscy inni. Benjamin Franklin powiedział: przeciętny człowiek umiera w wieku 25 lat, a zostaje pochowanie w wieku 75 lat. Jak myślisz, co Franklin chciał nam przez to powiedzieć?

Wiesz dlaczego uważam, że internet jest błogosławieństwem? Ponieważ coraz więcej ludzi mówi o tym, co próbuję Tobie przekazać w tym tekście. Istnieje naprawdę wiele błyskotliwych umysłów, które nauczają i podają sposoby na to w jaki sposób uwolnić się ze społecznego matrixa.

Wyjście z matrixa, to cholernie trudne zadanie. Inni ludzie nie chcą, abyś go opuścił. Chcą, abyś był taki, jak oni. Miał to samo, co oni. Myślał tak samo, jak oni, a nawet wyglądał tak samo, jak oni. Ludzie, którzy opuścili matrix są obiektem zazdrości ludzi, którzy tkwią w tym chorym i nastawionym na konsumpcję systemie. Interesujące jest to, że wcale nie trzeba być potężnie bogatym, aby opuścić matrix.

Oczywiście bycie miliarderem znacznie ułatwia sprawę i pozwala szybciej odłączyć się od funkcjonowania w świecie kręcącym się wokół życia od 9 do 17. Nie jest to jednak konieczne. Istnieje spora liczba przykładów ludzi, którzy uzbierali minimalną wymaganą ilość pieniędzy potrzebną do tego, aby osiedlić się w górach lub w jakimś tanim kraju wiecznego słońca, żyjąc tam według naturalnego rytmu dobowego i robiąc to, co im się żywnie podoba. Prawdopodobnie nigdy nie usłyszymy o tych osobach, ani nie doświadczymy ich wysokiego poziomu szczęścia, ponieważ zupełnie nie zależy im na sławie i na tym, aby pojawiać się w mediach.

Opuszczanie matrixa to proces, przez który trzeba przejść samodzielnie. Pomoc ze strony innych – na przykład bogatych rodziców – nie jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem. Opuszczenie matrixa może stanowić cel sam w sobie i być dla nas czymś, co nazywamy osiągnięciem życiowego sukcesu. To proces, który jest zwykle okupiony bólem, ciężką pracą i cierpieniem. To proces wymagający czasu, poświęcenia, determinacji i zaangażowania.

Czy warto? Sam zdecyduj.

Podobne wpisy

  • Rozum

Jak łamać zasady?

Dalajlama powiedział: ucz się zasad, abyś wiedział, jak je łamać we właściwy sposób. Co...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski
  • Rozum

Dlaczego warto przestać dostosowywać cele do swoich działań?

Któż z nas nigdy nie postawił sobie żadnego celu? Nie ważne jak wzniosłe lub jak małe by...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski
  • Rozum

Dlaczego musisz dążyć do tego, aby być najlepszym w tym, co robisz?

Niewielu ludzi odnajduje swoje prawdziwe powołanie i dedykuje całe swoje życie wykonywaniu...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski