Porównanie ofert

Dlaczego warto odwlekać przyjemności?

Kiedy ostatnim razem zjadłeś ze smakiem swój posiłek? Pisząc ze smakiem mam na myśli sytuację, w której zasiadasz do samodzielnie przyrządzonego posiłku, który spożywasz w spokoju i delektujesz się dosłownie każdym jego kęsem.

Jakiś czas temu przeczytałem gdzieś zdanie – już nie pamiętam, gdzie je przeczytałem – które brzmiało mniej więcej tak:

spełnione zachcianki tracą swoją moc i sprawiają, że stajemy się usatysfakcjonowani.

To najprawdziwsza prawda i miałem okazję doskonale się o tym przekonać na własnej skórze.

Zostańmy przy diecie i przyjrzyjmy się sytuacji, gdy przez stosunkowo długi okres czasu zupełnie nic nie jedliśmy – dajmy na to przez kilkanaście godzin. Odczuwamy głód i mamy ochotę natychmiast go zaspokoić. Gdy odczuwamy głód, nie ma dla nas znaczenia, czym go zaspokoimy. Zjemy wszystko, co podsunie się nam w danej chwili pod nos. To właśnie wtedy jesteśmy najbardziej podatni na konsumowanie niezdrowych przekąsek. Nie o zdrowiu jednak jest ten artykuł.

Elementem mojego skupienia będą dwa konkretne stany. Skupię się na tym, co czujemy, gdy jesteśmy głodni oraz na tym, co czujemy, gdy zaspokoimy swój głód.

Radość z niezaspokojonych zachcianek

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że kiedy pomiędzy jednym posiłkiem, a kolejnym występuje przerwa wynosząca minimum 12 godzin, to w wyniku tego kilkunastogodzinnego postu dochodzi do zwielokrotnienia wydzielania się w naszym organizmie hormonu wzrostu – to hormon odpowiedzialny za wspomaganie procesów regeneracyjnych organizmu. Nazywany hormonem młodości. Badania te utwierdziły mnie w fakcie, że mądre stosowanie cyklicznej głodówki, może rzeczywiście przedłużyć i poprawić jakość naszego życia.

Tak  bardzo zaciekawiłem się tematem cyklicznej głodówki, że postanowiłem nieco z nią poeksperymentować. Mijały dni i tygodnie. Nie wiem jak głodówka wpłynęła na stężenie mojego hormonu wzrostu. Jeżeli się podniósł, to super. Jedno wiem jednak na pewno. Oprócz wyżej wspomnianego efektu – zakładając, że stężenie hormonu się podniosło – otrzymałem dodatkowo coś w bonusie.

Czas postu, to czas oczekiwania na posiłek. Oprócz doskwierającego w okresie niejedzenia głodu, dostrzegłem towarzyszącą jemu radość wynikającą z faktu, że oto już całkiem niedługo spożyję swój pierwszy i długo oczekiwany posiłek.

Cykliczny post sprawiał, że momenty przygotowywania oraz spożywania posiłku były przeze mnie każdorazowo w pewnym sensie celebrowane, a kęsy smakowane na głębszym, zupełnie innym niż dotychczas poziomie. Po napełnieniu brzucha natomiast, efekt oczekiwania na COŚ momentalnie znikał wraz z głodem, który odczuwałem jeszcze kilka minut wcześniej. Znikało też uczucie ekscytacji, które żyło swoim życiem jeszcze kilka chwil przez skonsumowaniem upragnionego posiłku. Moment, w którym uświadomiłem sobie działanie tego fascynującego mechanizmu był dla mnie przełomowy. Był wręcz objawieniem.

Psychologiczna nędza wśród dostatku

Często się zastanawiam, dlaczego najbardziej szczęśliwi i pełni życia są ludzie, którzy mieszkają w ubogich krajach. Na przykład ci zamieszkujący kraje takie jak Brazylia, czy Argentyna.

Zauważ, że ludzie pochodzący z tamtych krajów są jakby bardziej uśmiechnięci. Częściej się dotykają podczas rozmowy z drugim człowiekiem. Częściej tańczą i ogólnie sprawiają wrażenie, jakby dużo lepiej niż my – ludzie postępu i dostatku – bawili się swoim życiem.

Dlaczego nie dostrzegamy takiego entuzjazmu i uwielbienia życia na twarzach ludzi zamieszkujących kraje wysokorozwinięte? U tych zamieszkujących kraje, które obfitują w dobra materialne i „świeży” pokarm, dostępny przez 24 godziny na dobę i przez 7 dni w tygodniu?

Właściwie to już chyba odpowiedziałem na to pytanie w powyższym akapicie. Ludzie nie muszą dzisiaj specjalnie się wysilać, aby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Wszystko mają bowiem na wyciągnięcie ręki. Głównym celem praczłowieka nie było poszukiwanie w życiu pasji – tak, jak próbuje to czynić dzisiejsze pokolenie. Głównym celem praczłowieka było zwycięstwo w walce o przetrwanie.

Dzisiaj mówi się o tym, aby jeść 5 razy dziennie w równych odstępach, co 3 godziny. Cofnijmy się na chwilę do czasów, w których musieliśmy biegać za swoim obiadem – i to biegać tak długo, aż zdobycz sama padnie w końcu ze zmęczenia. Myślisz, że praczłowiek planował swoje posiłki i zawsze spożywał 5 posiłków dziennie? Śmiem twierdzić, że zdarzały się dni, kiedy nie spożywał żadnego posiłku. Kto wie, być może zdarzały się kilkudniowe serie bez spożycia smacznego miecha. Jedno jest pewne. Kiedyś na posiłek musieliśmy sobie zasłużyć, czyli po prostu na niego zapolować. Dzisiaj natomiast wystarczy, że wstaniemy sprzed telewizora, otworzymy ogromniaste drzwi od czegoś, co nazywamy lodówką i przyrządzimy sobie pyszny stek – który ktoś upolował wcześniej za nas. To wszystko co musi zrobić człowiek w XXI w.

Kluczowe pytanie brzmi. Czy nie mamy przypadkiem za łatwo?

Iluzja niedostatku = szczęście?

A co by było, gdybyśmy świadomie zaczęli systematycznie odkładać realizowanie swoich zachcianek na później?

Odkryłem, że stosowanie tej techniki czyni mnie bardziej szczęśliwym. Zauważyłem, że po dłuższej przerwie w niejedzeniu czerpię więcej radości z oczekiwania na posiłek i z samej jego konsumpcji, niż gdy robię to bez wzbudzenia w sobie uprzednio potężnego głodu. Jedząc, gdy jestem najedzony, cały czar pryska. Staję się po prostu bardziej syty.

Co by było, gdybyśmy nauczyli się wykorzystywać to potężne narzędzie, jakim jest odkładanie pragnień i potrzeb na później?

Co by było, gdybyśmy systematycznie stymulowali swój umysł i ciało bodźcami mającymi na celu symulować w naszym życiu niedostatek?

Jak bardzo zmieniłoby się nasze nastawienia do życia? Nasze zdrowie, a nawet kreowane przez nas relacje z innymi ludźmi?

To ciekawe pytania prawda? Uważam, że warto jest sobie na nie odpowiedzieć. Wątpię, że tego typu efektu doświadczam tylko ja. Myślę, że każdy z nas to ma. Każdy z nas będzie z upragnieniem czeka na zjedzenie posiłku po 16-to godzinnym poście – uwierz mi, że taki czas bez posiłku nie doprowadzi Ciebie do śmierci.

Muszę się jednak Tobie przyznać, że odkładanie przyjemności na później jest moją wrodzoną cechą. Od zawsze bowiem lubiłem prowadzić pewnego rodzaju ascetyczny tryb życia. Jednym słowem nieustannie świadomie odmawiam sobie – a raczej odraczam – przyjemności.

Nie wiem dlaczego tak postępuję. Wiem jednak, że ten styl daje mi to niesamowite – być może złudne – poczucie kontroli nad własnym życiem oraz sprawia, że potrafię bardziej doceniać małe rzeczy.

Nie chodzi tylko o jedzenie

Nie chciałbym abyś sobie pomyślał, że narzędzie które opisałem powyżej można wykorzystywać tylko w stosunku do tego, co i kiedy jemy. Ta ascetyczna metoda jest uniwersalna. Nie ma znaczenia, czy odroczysz zakup telewizora, czy też kolejnego posiłku. W obu przypadkach chcemy CZEGOŚ i wiemy, że jesteśmy gotowi sobie na to pozwolić TERAZ. Świadome odroczenie gratyfikacji natomiast sprawia, że wydłuża się czas oczekiwania, a głód – dosłownie i w przenośni – rośnie.

Tak jak wspomniałem powyżej, momenty czekania i bezpośredniej konsumpcji są najfajniejsze. Potem natomiast zjeżdżamy po równi pochyłej w dół, aż w końcu poziom satysfakcji z zakupionego telewizora lub zjedzonego posiłku osiąga poziom zerowy – przynajmniej do momentu pojawienia się nowej zachcianki lub nowego uczucia głodu.

Pozostańmy głodni życia

Dostrzegam ogromną siłę w świadomym stwarzaniu iluzji niedostatku. Dlaczego? Ponieważ to jeden z niewielu przykładów, gdzie możemy śmiało powiedzieć że coś, co stanowi iluzję, tworzy w życiu realne, rzeczywiste i nietoksyczne poczucie szczęścia.

Nie widzę niczego złego w tym, aby właśnie w taki sposób wprawiać się w dobry nastrój. Korzystanie z tego niezbyt wyrafinowanego intelektualnie narzędzia może nam pomóc nauczyć się na nowo doceniać to, co mamy naokoło siebie, a na co przestajemy zwracać uwagę w momencie, gdy jesteśmy syci.

Przesłuchałem naprawdę mnóstwo wywiadów udzielonych przez ludzi będących na szczycie społecznej hierarchii. Zauważyłem, że każdy z nich bardzo ciepło wspomina czasy, w których budowali swój biznes od zera. Nie mieli bogatych rodziców, którzy finansowali ich biznesowe potknięcia. Nie mieli niczego. Za każdym razem ci ludzie wspominają, jak to świetnie się wtedy bawili, próbując dać tym samym innym do zrozumienia, że to droga jest najważniejsza i to z niej powinniśmy czerpać najwięcej przyjemności. Cel bowiem prędzej czy później zostaje osiągnięty.

Najlepszy morał jaki można wyciągnąć z tego krótkiego tekstu będzie chyba taki, by działać w sposób, który pozwoli nam pozostać głodnymi życia na zawsze.

Podobne wpisy

  • Rozum

Jak łamać zasady?

Dalajlama powiedział: ucz się zasad, abyś wiedział, jak je łamać we właściwy sposób. Co...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski
  • Rozum

Dlaczego warto przestać dostosowywać cele do swoich działań?

Któż z nas nigdy nie postawił sobie żadnego celu? Nie ważne jak wzniosłe lub jak małe by...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski
  • Rozum

Dlaczego musisz dążyć do tego, aby być najlepszym w tym, co robisz?

Niewielu ludzi odnajduje swoje prawdziwe powołanie i dedykuje całe swoje życie wykonywaniu...

Czytaj dalej
napisane przez Adrian Gostomski